Usiadłam. Na niebie ciężkie chmury, ale nad górami jasno. Odgłos kosiarki do trawy na chwilę uprzytomnił mi, że nie usłyszę telefonu jakby dzwonił. Do tego w radio Anna Maria Jopek, baśniowo i spokojnie brzmiała. Najwyżej nie usłyszę. I tak cudownie, spokojnie, ale w głowie tamten dzień.
Poszłam do księgarni kupić książkę, co ją miałam na myśli, ale zwróciła moją uwagę sytuacja, która działa się w księgarni. Pan, lat około trzydziestu paru zaglądał do mapy. Panie sprzedawczynie i jedna klientka przekonywały go, że nie ma tego miejsca, którego szuka. Jedna, że mieszka już 15 lat w Zakopanem i nigdy nie słyszała, żeby to czego on szuka było. Druga, to samo. A pan się upierał.
- No, na mapie wyraźnie jest opisane!
- Nie ! Nigdy nie słyszałyśmy. Nie ma tego domu.
Chodziło o najstarszą chatę góralską, w nietypowym miejscu. I wtedy sobie przypomniałam, że też kiedyś szukałam jak on. Jednak ja znalazłam.
Odezwałam się.
- Ta chata jest ! Nie jest to może obiekt muzealny, tylko bardzo stara chata, zapuszczona. Z bardzo starą mieszkanką. Jak pan chce mogę tam pana podwieźć. Panie sprzedawczynie zamilkły.
- Ale ja jestem z koleżanką, powiedział mężczyzna. No, mi nie przeszkadza koleżanka, może pan być i z koleżanką. Koleżankę też możemy zabrać.
Koleżanka okazała się kobietą, mogącą być matką tego pana, kiedyś chyba dużej urody. Wsiedli.
- A państwo są na wycieczce?
- tak, taka grupa turystyczna z księdzem.
- Aaa, pielgrzymka ?
- No, coś w tym rodzaju.
Zawiozłam ich. Potem zaoferowałam, że mogę im jeszcze pokazać jakieś ciekawe miejsca.
W czasie jazdy tu i tam, głównie opowiadała kobieta. O sobie. O tym, że mąż ją zostawił kiedyś dwadzieścia parę lat temu, że została sama z dziećmi. Teraz syn już się ożenił, a córka ma 28 lat i nie ma pracy.
Wie pani co, mówię, pani nie zamknęła do tej pory drzwi za tamtymi bolesnymi sprawami, a powinna pani dawno to zrobić, dlatego pani dalej cierpi. Córka dorosła, powinna sama wziąć sprawy w swoje ręce. Kobieta jeszcze dodała, że leczy się z depresji. Mężczyzna tymczasem wychodził z auta fotografować chaty góralskie. Wtedy powiedziała, że on też jest w tej grupie co walczy z depresją, że przeżył coś dramatycznego.
- Jesteście na takim wyjeździe dla ludzi poranionych ? zapytałam najdelikatniej jak potrafiłam. Potwierdziła i dodała, że zastanawia się czemu Bóg mnie postawił na ich drodze, bo wydaję się beztroska i radosna.
- Wie pani, ja też swoje przeszłam, nie mówię, że zawsze było mi łatwo, ale dużo czytałam, żeby sobie pomóc i się modliłam, i to mi pomogło. Pozamykałam drzwi za sobą, za pewnymi sprawami.
Po półtorej godzinie pożegnałam ich. Czułam się, jakby zabrali mi całą energię. Dziwne. Też się zastanawiam, czemu ich spotkałam.
Elżbieta Krzemińska - Owczarz